wtorek, 25 grudnia 2012



Prawdziwie radosnych Świąt Bożego Narodzenia
oraz uśmiechu i życzliwości
na każdy dzień Nowego Roku życzę Wam wraz z Rodziną
Daniel Lewiński


wtorek, 11 września 2012

Wciąż aktualny film

Jak wiele osób zauważyło, od dłuższego czasu panuje na blogu cisza, lub moje wpisy są bardzo ubogie w informacje, o mojej chorobie i o tym co się dzieje w sprawie mojego leczenia. Był wielki koncert, akcja informacyjna, programy w telewizji, radio, artykuły w gazetach i raptem wszystko zamarło. Otrzymałem parę kontaktów, pojawiło się kilka pomocnych osób, które próbują mi pomóc, ale to nie takie proste, nawet jak się wie do kogo pójść z taką niewygodną sprawą jak moja.

Na dzień dzisiejszy jest jakieś światełko w tunelu.... 
Powiedzmy, że nie chcę zapeszyć dlatego milczę na ten temat. Dlatego o tym piszę, że w dniu wczorajszym organizator koncertu HELP & ROLL zamieścił na profilu akcji film z Artystami, którzy w kwietniu br wystąpili w koncercie, który miał na celu poinformowanie opinii publicznej o moim dramacie zamkniętym w czterech ścianach. Przy okazji publikacji rozmów z Artystami, organizator napisał o tym, że ma informację o podjętych działaniach, które mają pomóc mi powrócić do zdrowia. Tak to prawda, są osoby które postanowiły mi pomóc... ale o tym cicho sza, jak już wspomniałem, aby nie zapeszyć :).

Tymczasem zapraszam, przypomnijmy sobie jak było na koncercie i jak wielkie było zrozumienie mojego problemu i wsparcie Artystów. Za co jeszcze raz wszystkim uczestnikom tego wydarzenia bardzo dziękuję.

Powtórzę za organizatorem cytując go: 
"(...) Może przypomnienie tego jak apelowali Artyści o pomoc dla Daniela i nagłośnienie tego przez wszystkich i tu liczymy na internautów, jeszcze bardziej mu pomoże.
Udostępniając, informując, polecając ten film sprawmy, że sprawa leczenia Daniela Lewińskiego będzie miała dobry finał.
Tu chodzi o sprawiedliwość medyczną jak i tą ludzką... (...)"

Oby to się spełniło, bardzo tego pragnę.

Zapraszam do obejrzenia filmu

http://www.youtube.com/watch?v=2H5QrRbb6Ac

niedziela, 5 sierpnia 2012

Na wsi

Witam Was bardzo gorąco po mojej długiej, bloggerowej ciszy. Przepraszam wszystkich, którzy z oczekiwaniem na nowe wieści codziennie zaglądali na mojego bloga. Musiałem troszkę odpocząć dlatego też wraz z rodzinką zostawiliśmy elektronikę oraz internet w domu i wyjechaliśmy na wieś by zmienić klimat, i zregenerować siły.
Na wyjeździe troszkę odpocząłem. Starałem się na chwilkę zapomnieć, nie myśleć o tym co przede mną, co w najbliższych miesiącach mnie czeka – nie bardzo mi się to udawało. Towarzyszący mi ból nie pozwolił tak w pełni cieszyć się naszym wyjazdem. Lecz najważniejsze, że nasz synek był przeszczęśliwy, wybawił się do woli ze zwierzętami, których w mieście raczej się nie spotyka.

Pogoda nam dopisywała, było około 30 stopni ciepła. Świeże powietrze, bez spalin – coś wspaniałego. Rano człowiek się budzi, otwiera okno a tam… pole, dalej las i świeże powietrze, aż zatyka w piersiach. Do domu wróciliśmy „napowietrzeni” i opaleni.
Urlop nam minął nie wiedzieć kiedy i trzeba było powrócić do codzienności. Żona do pracy, synek do przedszkola, a ja znowu w czterech ścianach z elektroniką i internetem łączę się ze Światem z nadzieją na lepsze jutro.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Zbroja

Uff, jak gorąco.
Pogoda daje poczuć co to znaczy upał, duchota, skwar.

Gdy tak sobie myślę, że mógłbym ponarzekać na pogodę, od razu nawiedzają mnie wspomnienia z lata 2007 roku. Tamte wakacje - z przed pięciu lat – były dla mnie nie do zniesienia, mimo że były trochę chłodniejsze niż obecne.

Po sześciu tygodniach od złamania nogi założono mi gips. Wcześniej leżałem z nogą na wyciągu, tylko na plecach bez możliwości przekręcenia się choćby na chwile na bok.
W gipsie miało być mi lepiej, bezpieczniej podczas mojego przemieszczania się ze szpitala do domu na kilkudniową przerwę i z powrotem do szpitala na kolejne kursy chemioterapii.

Moja noga nie była złożona. Kość udowa cały czas była pęknięta i utrzymywana w „separacji” w tak zwanym rzekomym stawie, ale usztywniona - lecz nie tak zwyczajnie… Od palców lewej stopy w górę przez kolano, oba biodra, aż do pasa włącznie zostałem zagipsowany. Zaopatrzony w gips nazywany plastikowym, bo lżejszym od tradycyjnego, dla „wygody” w transporcie. Przeleżałem w nim długich dziewięć miesięcy – dla mnie to było jak cała wieczność.

Wtedy dopiero można bardziej docenić zwyczajne rzeczy, choćby możliwość normalnego wykąpania się -marzenie ściętej głowy. Bodajby podrapanie się bo swędzi, wytarcie potu, podmuchanie aby ochłodzić. Pod takim gipsem, jaki on lekki by nie był, człowiek i tak ma ciężko.

Dziękuję Bogu za każdy dzisiejszy dzień, mimo że nadal jestem w chorobie, to uwolniony z ograniczeń jakich doznałem w tamtym czasie - ponoć dla „zdrowia”…

Dlatego… czym jest dzisiejszy skwar… to jak przyjemność, gdy wspomnę i porównam do życia w tamtej plastikowej zbroi.
Uff, jak fajnie.

Uśmiecham się do siebie, ocierając pot.

Kochani, życzę Wam wszystkim pięknej pogody - takiej do zniesienia ;) - i obyście nigdy nie musieli ubierać „zbroi”

sobota, 23 czerwca 2012

Wiersz - "Dorobek Życia"

Kochani, jedna z bloggerek - Monika Myślak napisała specjalnie dla mnie wiersz.


Dorobek Życia

Każdego dnia
Twoje życie
Jest strachem usłane.
Mimo braku sił
Nie poddajesz się,
Lecz walczysz dalej.
Idziesz tą drogą,
Pod prąd,
Do celu zdrowia
Wytrwale.
Walczysz o to życie,
O swój ziemi kawałek.
Pokłon Ci oddają
Wszystkie drzewa
I krzewy 
W świata ogrodzie.
Każdego dnia
Twoje blade policzki
Otula zaspane słońce.
Bohaterem życia
I walki
Okrzykują Cię ptaki,
Ściągając z głów
Pierzaste korony.
Podnoszą na duchu,
Kibicując po cichu,
Byś nabrał 
Do jutrzejszego dnia
Ochoty.
To jest Twoja oaza,
Spokoju przylądek.
To jest tor,
Który podtrzymuje
Twój życia dorobek.


Serdecznie dziękuję Monice, a Was Wszystkich zapraszam również na Jej bloga 




sobota, 9 czerwca 2012

Nieprawidłowa endoproteza

Pomimo przeprowadzonych w niemieckiej Klinice licznych badań i diagnostyki, nie mam nadal jasnej odpowiedzi, co jest przyczyną złej mineralizacji moich kości. Kilka chorób, które były brane pod uwagę przed diagnostyką zostały wykluczone.
Ciągle liczę na to, że dalsze hospitalizacje, badania i operacja wyjaśnią dlaczego mam ten dany typ zaburzenia i czym jest on spowodowany?

Kochani, pisałem już o potrzebie przeprowadzenia operacji, dlatego dziś pokazuję medyczną podstawę mówiącą o konieczności tego monstrualnego zabiegu. 

Na zamieszczonym zdjęciu - z całej masy badań, które miałem w ostatnim czasie wykonane - widać co stanowi przyczynę mojej niepełnosprawności, a co za tym idzie ogromnego bólu. 

Takie 20 stopniowe odejście od zakresu referencyjnego dla każdej jednej osoby o zdrowych kościach, jest już znaczącą dysfunkcją.
A co można mówić gdy osoba - taka jak ja - o chorych kościach - ma nieprawidłowo wstawioną endoprotezę. To - w głównej mierze - przyczynia się do pogarszania mojego stanu zdrowia.

Z wielkim lękiem i nadzieją będę musiał poddać się koniecznej i tak skomplikowanej operacji prawie całej lewej nogi, tj. wymianę endoprotezy ze względu na złą jej długość i nie przyszyte prawidłowo mięśnie oraz naprawę uszkodzonego kolana.

Czasem się zastanawiam czemu tyle niedomagań spadło na mnie. Czemu tak zostałem potraktowany przez los.

Tak naprawdę mój los, to tylko niekompetencja, brak profesjonalizmu i
uczciwości kilku lekarzy, którzy w odpowiednim momencie nie potrafili przyznać się do błędu i nie podjęli prawidłowego leczenia.

Kochani, nie poddaję się "losowi", walczę by "iść", by móc chodzić bez bólu, bez kul czy wózka...
By wyzdrowieć...  By żyć...
Mam dla kogo żyć, mam synka, z którym marzę by zagrać w piłkę, by wyjść z rodziną na długi spacer i móc się cieszyć każdą chwilą. By ból, moja niepełnosprawność nie była zawsze na pierwszym planie. Będę o to walczyć!!!

Kochani proszę bądźcie dalej ze mną i trzymajcie za mnie, moje leczenie kciuki.

Dziękuję Wam za wszystko, za to że cały czas jesteście ze mną!!!

niedziela, 27 maja 2012

OBIEKTYWNIE w Superstacji

Kochani, zbyt długo milczałem i nie mówiłem o całokształcie mojej choroby i wszystkich rzeczach które dzieją się wokół mnie nie bez powodu. Może to mój błąd, może powinienem od razu powiedzieć o wszystkim, wszędzie gdzie tylko mogę być słyszalny.

Mój przypadek dla wielu osób jest bardzo niewygodny. Wiele osób wolałoby mnie widzieć zapewne martwym np. w wyniku podawania bezpodstawnej chemii. Mam prawo do samoobrony, dlatego też głośno mówię o tym, co mnie spotkało, co mi zrobiono, jak następnie mnie i moją rodzinę zastraszano, wraz z nachodzeniem w domu.

To jest początek mojego głośnego mówienia o tym, jak mnie - osobę niepełnosprawną, okaleczoną w ramach „leczenia” - próbowano zaszczuć i zastraszyć, abym przestał dochodzić prawdy.


Kolejna stacja telewizyjna pokazała program o mnie, tym razem poruszający szerzej sprawę całego zagadnienia. 

Program Obiektywnie wyświetlony w Superstacji w dniu 25 maja 2012r. jest skrawkiem i początkiem tego, co chcę głośno powiedzieć o nie znanej twarzy, kilku znanych lekarzy…



Zapraszam do obejrzenia poprzez mojego bloga zapowiedzi i rozmowy o programie oraz samego programu Obiektywnie wyemitowanych w Superstacji

ZAPOWIEDŹ I ROZMOWA O PROGRAMIE

http://www.superstacja.tv/

PROGRAM OBIEKTYWNIE

http://www.superstacja.tv/

piątek, 25 maja 2012

Dobro Czynny - z ostatniej chwili

Foto - DobroCzynny
Kochani, przekazuję dodatkową informację, która ukazała się kilka godzin temu na oficjalnej stronie "Jednodniowego sklepu Dobro Czynny" na portalu Facebook (wydarzenie publiczne).

Miło mi poinformować, że kiermasz Dobro Czynny będzie także czynny - lecz krótko - w tą niedzielę (12:00 - 14:00).

Zachęcam do odwiedzenia parafii Kościoła Ewangelicko-Reformowanego przy ul Solidarności 76a w najbliższą sobotę i niedzielę. Może i Wy znajdziecie dla siebie coś interesującego.

Foto - DobroCzynny

Zgodnie z informacją zamieszczoną na oficjalnej stronie Dobro Czynny, wszystkie pieniądze ze sprzedaży organizatorzy kiermaszu przekażą na leczenie mojego męża.

Foto - DobroCzynny

Dlatego też Kochani, raz jeszcze Wszystkich Zapraszam i życzę udanych zakupów :)

DOBRO CZYNNY
sobota 26.05.2012 w godzinach 11:00 - 17:00
niedziela 27.05.2012r. w godzinach 12:00 - 14:00

Dobro Czynny

Moi drodzy, prawie trzy miesiące temu została uruchomiona akcja DOBRO CZYNNY, nakierowana na pomoc dla mnie. Za co jestem bardzo wdzięczny.


Każda taka informacja, akcja, każdy taki gest, jest dowodem wsparcia, jak i tego, iż nie jestem sam, a mój los nie jest obojętny innym osobom.

Od dnia 1 marca br. w budynku Parafii Ewangelicko- Reformowanej przy ul. Solidarności 76a w Warszawie były zbierane książki i płyty.

W dniu 26.05. 2012r. (najbliższa sobota) w godz. 11:00-17:00 odbędzie się jednodniowy DOBRO CZYNNY kiermasz książki na moją rzecz, gdzie całość zbiorów pisarskich i muzycznych zebranych przez ten czas zostanie wystawiona na sprzedaż w budynku w/w parafii przy ul. Solidarności 76a, w Warszawie.
Budynek Parafii Ewangelicko- Reformowanej
ul. Solidarności 76a w Warszawie
Pragnę podziękować z całego serca pomysłodawcom, organizatorom zbiórki i kiermaszu, Parafii  Ewangelicko –Reformowanej w Warszawie i wszystkim Ludziom Dobrej Woli, którzy wezmą udział w ramach jednodniowego sklepu dobroczynnego.

Zapraszam w imieniu własnym i organizatorów
Bardzo Dziękuję.

piątek, 11 maja 2012

Moja historia w TVN Style

Kochani, w środę (09.05.2012r.) o 22:30 TVN Style w "Mieście Kobiet" wyemitowało program o błędach lekarskich.
Pokazano w nim moją historię...


Powtórki programu można obejrzeć na TVN Style w dniach:
sobota o godz 9:00
niedziela - godz. 14:15, 22:45
wtorek - godz. 19:30

Zapraszam do obejrzenia programu.

niedziela, 6 maja 2012

Radości i smutki ostatnich dni

Witam wszystkich, przez ostatnie dwa tygodnie dużo u nas się działo… stąd też brakowało nam zdrowia, sił i … czasu na internetowy świat.

Dlatego dopiero teraz mogę podzielić się z Wami niektórymi wieściami z minionych dni.

Kochani, najwspanialsze wydarzenie, a raczej dwa najwspanialsze wydarzenia, w naszej rodzinie zdarzyły się w ostatnich dniach kwietnia! A mianowicie, nasza rodzina powiększyła się o dwóch bratanków. Najpierw na Świat przyszedł Łukaszek, a trzy dni później Emilek!!! Chyba nie muszę rozpisywać jakie to wielkie jest szczęście, jaka to olbrzymia radość gdy na Świat przychodzą kolejne maluszki. Chcę zaznaczyć, iż ja wraz z moją siostrą – mamą noworodka Łukaszka - jesteśmy ze sobą bardzo zżyte. Wszystkim życzę takiej siostry jaką ja mam. Na niej nigdy się nie zawiodłam. W tych dobrych i złych chwilach zawsze na nią mogłam i mogę liczyć.

Gdy Daniel z powodu patologicznego złamania nogi przez wiele miesięcy przebywał w szpitalu, a ja zostałam sama z małym dzieciątkiem, musiałam jak najszybciej wrócić do pracy, by móc zarabiać i jakoś przeżyć. Dawidka w wieku pięciu miesięcy posłałam do żłobka. Niestety, synek bardzo mi chorował i bardzo często przebywałam na zwolnieniach lekarskich. A w pracy, wiadomo jak jest gdy ktoś zbyt często korzysta z L4 – nie muszę chyba o tym pisać… Wtedy wiedziałam, że mogę liczyć na siostrę. Moja Kochana „odstawiła” swoje sprawy na bok by mnie wesprzeć, by mi pomóc - siedziała, opiekowała się moim maleństwem - jak swoim własnym - przez kilka miesięcy, aż wyzdrowiał i spokojnie mogłam ponownie go zaprowadzić do żłobka. Wtedy otrzymałam od niej wsparcie fizyczne jak i duchowe. Jestem jej za to bardzo wdzięczna!!! Wszystkim życzę takich sióstr i braci jak moja siostra!!! Ona jest cudowną siostrą i cudowną, wspaniałą matką dwóch chłopczyków!!!

Teraz jest majówka, wspaniała pogoda, aż chciałoby się gdzieś wyjechać, gdzieś wyjść na spacer by spędzić na słońcu beztrosko, z uśmiechem na ustach, bez zmartwień i bólu, rodzinnie wolne chwile. U nas, takich wolnych beztroskich chwil jeszcze niestety nie ma. Staramy się jak możemy, dla naszego synka, by dni mijały aktywnie, przyjemnie, z uśmiecham na ustach. Wielka szkoda, że przez niepełnosprawność tatusia i towarzyszący mu przez ostatnie tygodnie straszliwy ból kości, niedomagania sercowe, nie możemy spędzać tych pięknych dni na wspólnych, rodzinnych wyprawach. Mój mąż nawet gdy jest wożony na wózku inwalidzkim, gdy siedzi na krześle, czy nawet leży w łóżku czuje straszliwy ból kości.

Jednego pięknego, słonecznego dnia wybraliśmy się całą rodzinką na spacer do parku. Dawidek był przeszczęśliwy, że wszyscy razem, że z tatusiem, spędziliśmy cały dzień na dworze. Ale ja widziałam, że Daniel strasznie cierpiał. Na wózku inwalidzkim było mu niewygodnie. Wszystkie kości go bolały. Leki przeciwbólowe w jego przypadku już nie do końca się sprawdzają. Straszne to i przerażające. Widzę jego cierpienie i nie wiem jak pomóc. Daniel mimo tego jak się czuje, jest wspaniałym mężem i oddanym ojcem. Często chce robić rzeczy i robi na które nie ma zwyczajnie siły, i które dodatkowo zwiększają jego cierpienie. Każdy dzień to dla niego wyzwanie i walka z bólem. Podziwiam go za wszystko, za wewnętrzną siłę, która prowadzi go każdego dnia do przodu.

Kochani, chcę zaznaczyć, iż Daniela sprawa niestety nie jest prosta. To, że mój mąż był w klinice, przeprowadzono szereg badań, to, że wyznaczono kolejny etap jego leczenia – czyli operacji naprawczej lewej nogi, nie oznacza, że sprawa jest łatwa. Niestety tak pięknie nie jest. Zaproponowana operacja nogi jest bardzo inwazyjna, niebezpieczna. Dlatego też zostały wysyłane maile z zapytaniami odnośnie wyznaczonego przez niemieckiego profesora kolejnego etapu Daniela leczenia. Najważniejsze dla nas jest by Daniel jak najszybciej rozpoczął właściwe leczenie, które zahamuje postępującą demineralizację jego kośćca. Leczenie, które zmniejszy u mojego męża, a następnie całkowicie zlikwiduje olbrzymi ból, który z dnia na dzień nasila się.

Strasznie nam się ten czas dłuży… Ale liczymy na to, że uzyskamy szczegółowe odpowiedzi, które pozwolą nam na podjęcie właściwej decyzji, co dalej. Kochani, dziękuję Wam za słowa otuchy i tak ogromne zainteresowanie losem mojego męża. Dziękuję, że jesteście z nami.

piątek, 20 kwietnia 2012

Podziękowania za koncert Help & Roll

Kochani, wczorajszego wieczoru nigdy nie zapomnę.

Tylu cudownych artystów dla mnie śpiewało, tylu cudownych ludzi przybyło na koncert, mimo niesprzyjającej pogody Wszyscy przybyliście i świetnie się bawiliście.
Foto Wojciech Traczyk - Urząd Dzielnicy Bemowo
Było to dla mnie niesamowite uczucie gdy zobaczyłem WAS w bemowskim Amfiteatrze. Brak słów by opisać co tego wieczora dzięki Wam Wszystkim tam obecnym czułem.
Foto Wojciech Traczyk - Urząd Dzielnicy Bemowo
Bardzo się cieszę, że mogłem być z Wami.

Przepraszam, że od początku nie byłem z Wami na koncercie. A bardzo chciałem !!! Niestety z powodu bólu kości, który tego dnia był wyjątkowo intensywny, pokrzyżował moje plany i dopiero jak zaczęły działać leki przeciwbólowe, od razu do Was przyjechałem.

Super, że BYLIŚCIE!!! Z całego serca DZIĘKUJĘ WAM za to!!!

DZIĘKUJĘ wszystkim artystom, którzy przyłączyli się do społecznej akcji Help & Roll, której celem było i jest nadal, wsparcie mojego wieloetapowego „leczenia”.
Prywatne
Prywatne
DZIĘKUJĘ :

  • Dodzie  
  • Patrycji Markowskiej
  • Urszuli
  • Sebastianowi Piekarek
  • Grzegorzowi Markowskiemu
  • Arturowi Gadowskiemu
  • Marcinowi Koczot 

     Zespołom:

  • Cate Likes Candy
  • De Mono
  • Ocean
  • Vino
  • Radosław Stolar 
oraz
  • grupie tanecznej

Wszystkich artystów umieściłbym na pierwszym miejscu, bo WSZYSCY byli niesamowici.

DZIĘKUJĘ Panu Markowi Wiernikowi – dziennikarzowi i krytykowi muzycznemu, prezenterowi radiowemu i telewizyjnemu, za świetnie poprowadzony koncert.
Foto Sylwia Prach WBF Agencja Fotograficzna

DZIĘKUJĘ Cudownemu Panu Jarosławowi Dąbrowskiemu, Burmistrzowi Dzielnicy Bemowo za objecie akcji Help & Roll swoim PATRONATEM i jej Wielkie Wsparcie.
Foto Wojciech Traczyk - Urząd Dzielnicy Bemowo

DZIĘKUJĘ Bemowskiemu Centrum Kultury „Art.Bem” za miejsce spotkania – Amfiteatr Bemowo w im. Michaela Jacksona.

Dziękuję PATRONOM MEDIALNYM - rozgłośniom radiowym tj.:

  • Radiu ESKA
  • Radiu Dla Ciebie
  • Radiu BEMOWO
  • Radiu KOLOR, za rozgłaśnianie akcji Help&Roll oraz informowanie o powodach i celu jej powstania. 

Dziękuję wszystkim PARTNEROM akcji, którzy poparli, rozgłaśniali i wspierali Help & Roll.


I na końcu… WIELKIE DZIĘKI dla osób, bez których nie byłoby całej tej akcji, koncertu i wspaniałej zabawy =>>>
*** DZIĘKUJĘ ORGANIZATOROM !!! ***

  • Mojemu Kochanemu bratu, KONRADOWI ALAMIE – pomysłodawcy, twórcy „Help & Roll, czyli gramy dla Daniela” 
  • Cudownemu SYLWESTROWI KOZIEJ – Firmie ASK, za organizację imprezy, a w tym trzymanie pieczy nad właściwym, bezpiecznym przebiegiem całego koncertu. 
*** ***
I oczywiście Dziękuję PIOTROWI KANARKOWI, bez którego akcja Help & Roll nie byłaby widoczna i rozpoznawalna. Dziękuję za LOGO akcji, graficzne jej opracowanie.

Dziękuje także wszystkim WOLONTARIUSZOM biorącym udział w tym szczytnym celu. 

Dziękuję, Dziękuję, Dziękuję  …. I tak mógłbym bez końca, bo osób biorących udział w Help&Roll było bez liku.

Wszystkim na raz i z osobna DZIĘKUJĘ.
Foto Wojciech Traczyk - Urząd Dzielnicy Bemowo
Bardzo wiele dla mnie znaczy to co zrobiliście, nie potrafię ubrać tego we właściwe, odzwierciedlające moje uczucia, słowa.

Dlatego, po prostu – DZIĘKUJĘ!!!

PS
W galerii zdjęć umieszczę zdjęcia z Help & Roll. Zdjęcia te są wykonane w przewadze przez zawodowych fotoreporterów, którzy mi je użyczyli.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Kawa czy Herbata - gwiazdy i organizator o koncercie Help & Roll

Kochani,

W dniu wczorajszym w  TVP1  w programie „Kawa czy herbata?” wystąpili Sebastian Piekarek – gitarzysta Patrycji Markowskiej, Kasia Pietras – wokalistka, córka Beaty Kozidrak oraz Konrad Alama – organizator koncertu Help & Roll, czyli gramy dla Daniela.
Zapraszam do obejrzenia tego materiału.



Chciałem Was jeszcze raz gorąco poprosić o przybycie na koncert, który odbędzie się dzisiaj na Bemowie w Amfiteatrze  im. Michaela Jacksona.

Rozpoczęcie koncertu o godzinie 18:00

Proszę przybywajcie, bawcie się i dorzućcie swoją cegiełkę na szlachetny cel, jakim jest ratowanie mojego zdrowia.


czwartek, 12 kwietnia 2012

Radio Dla Ciebie o celach koncertu Help&Roll

Kochani!

W dniu dzisiejszym w rozgłośni radiowej Polskiego Radia, RADIO DLA CIEBIE,  można było wysłuchać audycji gdzie gośćmi prowadzącego - Marka Wiernika - byli organizatorzy koncertu Help & Roll tj.: Konrad Alama i Sylwester Koziej.

Opowiadali o celu i potrzebie powstania - na rzecz mojego męża - charytatywnej akcji, która odbędzie się przy udziale wielu znanych artystów polskiej, muzycznej estrady.

Podczas rozmowy tej podkreślali, iż głównym celem tego koncertu jest poinformowanie i zainteresowanie Ludzi Dobrej Woli o losie, historii mojego męża jak i konieczności leczenia Daniela poza granicami kraju. 

Bardzo zachęcam do wysłuchania dzisiejszej audycji.


Dziękuję bardzo organizatorom Help&Roll za piękną inicjatywę i wszystkim ludziom, którzy wspierają tą akcję.

Żywię nadzieję, że właśnie dzięki niej, informacja o tragedii Daniela - młodego faceta, kochanego męża i ojca - dotrze do jeszcze większej rzeszy Ludzi, dzięki którym kolejny etap leczenia mojego Daniela będzie możliwy do realizacji.

DZIĘKUJĘ za każdą pomoc !!!

sobota, 7 kwietnia 2012

Życzenia Wielkanocne


Kochani życzymy Wam

zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych, pełnych wiary, nadziei i miłości
oraz mokrego Dyngusa

Wesołego Alleluja!!!

środa, 4 kwietnia 2012

Koncert Help & Roll

Kochani chcę Was poinformować o organizowanym na moją rzecz koncercie charytatywnym, który pod hasłem Help&Roll odbędzie się 19 kwietnia na warszawskim Bemowie o godzinie 18:00. Zagrają dla mnie znane gwiazdy polskiej estrady!!!  

DZIĘKUJĘ IM ZA TO Z CAŁEGO SERCA!!! 

Pragnę wyjaśnić, iż koncert  ten jest w założeniu narzędziem INFORMACYJNYM. 

Jego przewodnim celem jest poinformowanie, a także zainteresowanie Ludzi - Aniołów o Wielkich Sercach o moim losie jak i konieczności leczenia mnie poza granicami kraju. 

Sam koncert  nie jest w stanie zapewnić mi takich środków, które pokryją moje leczenie. 

Ale dzięki tej akcji - Help&Roll mam nadzieję na dotarcie do większej rzeszy Cudownych Ludzi, którym mój los nie będzie obojętny, i którzy chcieliby wesprzeć moje wieloetapowe leczenie. 

Zachęcam Was wszystkich do uczestnictwa w koncercie. Wierzę, że i tym razem mnie nie zawiedziecie!!! Przybywajcie, zabierajcie ze sobą rodziny i znajomych. 

Kochani, koszt biletu to 35 zł. 

Bilety można nabyć: 
  • drogą internetową poprzez serwis eBilet.pl
  • w punktach Empik 
  • w kasie Bemowskiego Centrum Kultury, ul. Górczewska 201 (wejście od ul. Konarskiego) 
Będę bardzo wdzięczny wszystkim, którzy zechcą przyjść na koncert i wspomóc moje leczenie. 
Całość leczenia jest kosztowna i niestety, poza moim zasięgiem finansowym. 
Przyda się więc każda złotówka, każde przekazanie informacji o moim losie dalej. 
Dziękuję z góry tym, którzy włączą się w akcję. 


niedziela, 1 kwietnia 2012

Bez WAS nie dam rady

Kochani, niestety nie otrzymałem jeszcze epikryzy z pobytu w Klinice w Munster. Dowiedziałem się, że profesor, który jest moim lekarzem prowadzącym, był przez tydzień na urlopie. I do tego nadchodzące święta przedłużają biurokratyczną procedurę opracowania mojej dokumentacji. Tak jak Wam już pisałem, nadal nie wiem na co choruję. Na niektóre zapytania dostałem już odpowiedź, na następne muszę jeszcze poczekać. 

Otrzymałem natomiast kosztorys dalszego etapu mojego „leczenia”. O tym etapie rozmawiałem z profesorem i lekarzami w obecności tłumacza przysięgłego w ostatnich dniach mojej hospitalizacji w Klinice. 

Podczas tej rozmowy profesor poinformował mnie, że endoproteza wstawiona w Polsce jest za długa, mięśnie wokół niej nie zostały przyszyte prawidłowo, przez co jest niewydolność mięśniowa w obszarze lewego stawu biodrowego co skutkuje brakiem stabilizacji w nodze. 

Kolejnym etapem, według niemieckiego profesora, jest wykonanie operacji polegającej na: wymianie całej endoprotezy na krótszą, plastyce mięśni udowych, uwolnieniu unieruchomionego kolana itp. Jednym słowem czeka mnie bardzo inwazyjna operacja. Na samą myśl przechodzą mnie ciarki. 




Dowiedziałem się, że operacja jest priorytetem, ponieważ mój obecny stan lewej nogi naraża mnie na kolejne uszkodzenia kości przez to powstają zmiany przeciążeniowe i zwyrodnieniowe w całym szkielecie. 

Obecna wycena przerosła moje wyobrażenia o kosztach związanych z tą operacją. 

Otrzymany kosztorys leczenia etapowego to 52.500,00 Euro!!! 



Jestem przerażony tak ogromną kwotą potrzebną do wykonana operacji całej nogi, dzięki której – wg profesora – zmniejszą się moje objawy bólowe, mógłbym przestać korzystać z wózka, a później nawet odstawić kule. 

Mimo, że to mnie wszystko przeraża, chcę się leczyć, chcę wyzdrowieć. Chcę błagać o dofinansowania, datki i Waszą pomoc, gdyż tak bardzo chciałbym móc chodzić. 

Jeszcze tak niedawno nie śmiałem nawet marzyć, że będę mógł poruszać się bez wózka i kul. A dziś jest szansa, która przybliża mnie do normalności, ale niestety bez pieniędzy na tą operację, nie mam szansy na w miarę normalne życie. 

Co robić??? Jak uchwycić tą szansę??? Jak sobie pomóc, bym mógł potem Wam podziękować swoim niezmarnowanym życiem??? 

Już tyle dla mnie zrobiliście. Jesteście cudowni! Nie mogę zaprzestać walczyć o moją przyszłość. Muszę i chcę dalej starać się o dostanie pomocy, na moje dalsze, etapowe leczenie. Jestem to winny mojej rodzinie, przyjaciołom i Wam Kochani.

Proszę pomóżcie mi w tej walce. Pomóżcie uratować moje zdrowie. 

Proszę bądźcie ze mną na tej ciężkiej drodze, która zaprowadzić może mnie do zdrowia i szczęścia.

niedziela, 25 marca 2012

Powrót do domu

Jestem z powrotem, wróciłem do domu „naładowany” oczekiwaniami, nadzieją i możliwością pomocy mi w polepszeniu stanu mojego zdrowia. Mam pełną głowę informacji, które połączone są z tą wielką niewiadomą mojego życia. Moją chorobą i walką z nią.
Czas w klinice minął bardzo szybko. Badania, badania, badania ...

Mam już wstępne informacje dotyczące części moich problemów zdrowotnych, ale dopóki nie otrzymam wszystkich opisów badań nie chcę o tym na razie pisać.

Niestety na tą najważniejszą informację - co dzieje się z moimi kośćmi - muszę jeszcze poczekać. Do tego czasu staram się wypocząć i uspokoić wewnętrznie.

Nic dodać nic ująć- MUSZĘ CZEKAĆ na wyniki badań i decyzję profesora co dalej.

W drodze powrotnej do kraju mieliśmy przygodę. Na niemieckiej autostradzie wydarzył się wypadek, przewrócił się TIR i zablokował cały przejazd, staliśmy kilka godzin w korku i nie zdążyliśmy na samolot.

Dzięki cudownym osobą, które mi pomagały udało się wszystko opanować i tak wszystko zorganizować, że wróciłem do Warszawy następnym samolotem.

Dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe i pamięć o nich. To bardzo mile z Waszej strony, że nie tylko pomagacie mi stanąć na nogi, ale również nie zapominacie o tych codziennych chwilach normalności. Ukłony składam Wam kochani.

Z całego serca DZIĘKUJĘ.

niedziela, 18 marca 2012

Ciepłe pozdrowienia z Münster

Witam Kochani!


Jestem już po badaniach i rozmowie z profesorem i lekarzami.


Na początku tygodnia wracam do kraju. Po powrocie opiszę Wam więcej. 

Tymczasem wrzuciłem zdjęcia z Kliniki. 
Przesyłam ciepłe i serdeczne pozdrowienia z Münster.

środa, 14 marca 2012

Jestem bliżej mojej Nadziei - Münster

 Kochani, dzieje się...
W trybie przyspieszonym wylądowałem na lotnisku w Düsseldorfie. Po kilkugodzinnym odpoczynku, pojechaliśmy do kliniki w Münster.
Mieliśmy bardzo mało czasu na dogranie spraw organizacyjnych, ale dzięki Wielu Cudownym Ludziom wszystko poszło zgodnie z planem. Niesamowite, że dzięki Wam mogę tu być, w Klinice w którą pokładam moją całą NADZIEJĘ. Ufam, że dowiem się co mi jest, że już wkrótce będę mógł rozpocząć prawidłowe leczenie, które pomoże mi w polepszeniu stanu mojego zdrowia.
W UKM byliśmy umówieni na 10-tą od razu wzięto się za pobranie krwi i wymazy. Następnie zostałem przyjęty na oddział, gdzie spotkałem siostrę Doroti, która mówiła po polsku. Dzielę pokój z panem, który mówi do mnie tylko po niemiecku. Jednak brak znajomości językowych nie jest przeszkodą w odczuciu ciepła i serdeczności tego człowieka. Niesamowite, że tak można... Siostra Susane, siostra Ludmiła otoczyły mnie opieką odpędzając nieśmiałość i obawy, które gdzieś tam jeszcze we mnie tkwią. One to rozumiały, że po tym co przeszedłem, teraz mogę tylko powolutku zdobywać zaufanie do szpitalnej atmosfery. O 13-stej miałem znów pobraną krew, dostałem wenflon i zrobiono mi MRT. Ku mojej radości znów trafiłem na cudowną osobę - Pana Tadeusza, który zaopiekował się mną najlepiej jak potrafił. Iwona z Helgą mówią, że mam szczęście, że napotykam na tylu wspaniałych ludzi jak i rodaków, którzy bezinteresownie chcą pomoc i pomagają. 

Dobrze mieć tyle szczęścia, bo już za tym tak bardzo tęskniłem, wręcz zapomniałem, że u mnie może istnieć. 

Ach...życie...wracam do opisu co i jak u mnie się działo.
I znów pobierano mi krew, a potem udałem się z Panem Tadeuszem na Scyntygrafie. Wlano we mnie radioaktywny kontrast, by po kilku godzinach przebadać moje świecące kości.
Teraz pije litrami wodę i zbieram mocz do jutrzejszego badania. Tyle się na razie dowiedziałem, na dzisiaj nie mam jeszcze zleconych żadnych badań, ale profesor i lekarz oznajmili mi, że mnie jeszcze tu ,,pomęczą", bo chcą pomóc, bym mógł wiedzieć w końcu na co choruję.
Dzięki WAM - dobrym ludziom, którzy mnie wspieracie oraz darczyńcom i rodzicom Michałka jestem w stanie być bliżej mojej Nadziei. 

PS
UKŁONY I UŚMIECH W WASZĄ STRONĘ KOCHANI. DZIĘKUJĘ

wtorek, 6 marca 2012

Marzenia... czy się spełniają?

Przez ostatnie lata myślałem, że marzenia nie spełniają się. 

A teraz wiem, że mogą się spełnić! 

Dzięki rodzicom Michałka i Wielu Ludziom Dobrej Woli otrzymałem szansę, o której marzyłem.
Dookoła mnie otwierają się jak dotąd nieznane mi ludzkie serca. 

Nie znam słów, bo nie ma chyba takich słów, którymi mógłbym wyrazić swoją wdzięczność. 
Każdego dnia jestem zaskakiwany przez bezinteresowne gesty pomocy nawet od obcych mi dotąd osób. 
Co chwile dowiaduję się, iż ktoś czyni dobro, organizując mi pomoc. Są to większe, mniejsze sprawy, ale dla mnie każda z nich ma taką sama wartość. 
To jest dowód na to, iż mój los nie jest innym obojętny. Jestem tym bardzo ujęty, wzruszony i wdzięczny. 

Przez ostatnie cztery lata bałem się głośno wypowiadać swoje marzenie. 
Dziś jest już inaczej. 
Wzmocniony duchowo wsparciem tylu osób, gdy wszystko zaczyna być realne, namacalne głośno mówię… CHCĘ WYZDROWIEĆ! Wierzę, że za jakiś czas - BEZ BÓLU I OBAW - STANĘ O WŁASNYCH NOGACH I PÓJDĘ DO PRZODU!

Kochani Ci znani i Ci bezimienni, dziękuję, że moją krainę marzeń urzeczywistniacie!

niedziela, 4 marca 2012

Ciężki tydzień

Ten tydzień był bardzo ciężki. Pisma, e-mail, rozmowy z ludźmi, którzy starają się jakoś doradzić, pomóc mi. 

Siedzę jak na szpilkach, ponieważ w każdej chwili mogę dostać informację o możliwym terminie mojego pobytu w niemieckiej klinice. 

Dzięki temu będę mógł działać dalej - tu na miejscu - ustalać szczegóły mojego wyjazdu tj.: załatwiać bilety na samolot, transport , tłumacz itd. (Mam cichą nadzieję, że - tak jak ostatnio - dzięki Cudownym Ludziom o Wrażliwych Sercach dodatkowe moje koszty będą znacznie mniejsze niż ich rzeczywista wysokość.) 

Najchętniej chciałbym już tam być po badaniach i wiedzieć co mi jest. 

Liczę na to, że dzięki oczekiwanej hospitalizacji przybliżę się do postawienia prawidłowej diagnozy, zaplanowania odpowiedniego kierunku mojego leczenia. Liczę także na informację z kliniki po diagnozie, jaką dalszą pomoc finansową będę potrzebować. 

Marzę o tym by w końcu rozpocząć prawidłowe leczenie. 

Kochani przez ostatni tydzień nie pisałem na blogu żadnych informacji. Czas ten spędzałem z chorym synkiem, który się bardzo przeziębił. 

Wiem jak czekacie na jakiekolwiek wieści, że mi kibicujecie. Dlatego dziękuję Wam za działania jakie robicie by mi pomóc, za każdego SMS, e-mail, telefon i dobre myśli. 

Raz jeszcze Wszystkim Dziękuję!

sobota, 25 lutego 2012

Tuląc się do mojej Ani...

Jestem tak bardzo zmęczony, bóle serca i bóle kości dokuczają niesamowicie. Dzięki Wam Darczyńcom, jak i Darczyńcom Michałka oraz dobrej woli jego Rodziców, uzbieraną mam już dość sporą sumę potrzebnych pieniędzy, które otworzą moją drogę na walkę z tym czymś co atakuje moje kości. 

Przyjęta wcześniejsza chemia (a było ich, aż 13-ście) pozostawiła swoje ślady. Niestety, wtedy leczono mnie na najbardziej złośliwego raka kości, którego tak naprawdę nigdy nie miałem

Kiedy wracam myślami do tamtych chwil, żal i strach dotyka mnie brutalnie. Widziałem jak umierają dzieci, mężczyźni, słyszałem ich krzyk, odczuwałem strach i ból, przez który musieliśmy razem przejść. Widziałem jak umierali po kilku miesiącach walki z chorobą. 

Kiedy jest mi źle, kiedy serce stuka z niesamowitą prędkością, a ból jest nie do wytrzymania, moja Ania tuli mnie do siebie, szepcząc ,,kochany, tak mi przykro, jednak pamiętaj -Ty żyjesz... nie jesteś sam… masz nas i naszą miłość, a także przyjaciół, internetowych znajomych, którzy robią wszystko by pomóc. Walcz dla nas, dla Nich, dla siebie i dla Twoich umarłych kolegów... ich ból jest w Tobie, ale pamięć o Nich jest darem waszej wspólnej drogi i pamięci o Nich." 

Tuląc się do mojej Ani wiem, że walczyć będę. 

Jeszcze trochę trzeba zebrać do sumki na wyjazd, wytrzymam by polecieć po moje zdrowie.

wtorek, 21 lutego 2012

Nadzieja na lepsze jutro...

Kilka dni temu dostałem informacje telefoniczną ze Stowarzyszenia „Podaruj Życie Dzieciom”, iż rodzice Ś.P. sześcioletniego, dzielnego „żołnierzyka” - Michałka Romaniuk, podjęli decyzję o rozliczeniu pozostałych po swoim synku darowizn na innych potrzebujących, chorych.

Okazało się, że jestem jednym z tych, których Państwo Romaniuk postanowili wesprzeć w ratowaniu zdrowia i życia. 

Dowiedziałem się, że na dniach w/w Stowarzyszenie, zgodnie z dyspozycją rodziców Michałka, dokona przelewu kwoty 30 tys. zł na konto mojej Fundacji AVALON na moją diagnozę.

W dniu wczorajszym, z mojej Fundacji otrzymałem informację, że wpłynęła na ich ogólne konto darowizna, właśnie w wysokości 30 tys. zł., a zaksięgowana na moim subkoncie powinna być do końca tego tygodnia.

Jestem niezmiernie wdzięczny rodzicom Michałka za okazane mi serce w tak trudnym dla Nich momencie. Nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej od tego, niż, że dziękuję Im z całego serca i łącze się z Państwem Romaniuk duchowo w tym trudnym czasie i modlę się za duszyczkę Michałka...

Michałek, nawet jako Aniołek czyni wiele dobrego… i spogląda na Nas z chmurek, jest Naszym stróżem...

Dzięki tej ofiarności mam większą, niż dotychczas, szansę na rozpoczęcie szukania przyczyn mojej choroby, ratowanie życia i zdrowia. Po woli będę mógł planować wyjazd na diagnozę do niemieckiej Kliniki.

Mimo iż mam tak wiele, nie mam jeszcze całej potrzebnej mi kwoty, na oczekiwany wyjazd do Niemiec i na dalsze leczenie.

Nie chcę zostać źle odebrany, dlatego pragnę jeszcze raz wyjaśnić, zaznaczyć, iż jestem bardzo wdzięczny za wszystko co otrzymałem do tej pory.

W tym miejscu chcę jeszcze zaznaczyć, iż 7.000 euro, które już na dniach będę posiadać dzięki rodzicom Ś.P. Michałka, jest to kwota na start tzw. - na pokrycie pierwszej hospitalizacji w niemieckiej klinice. Niestety, nie jest ona wszystkim czego potrzebuję, aby się tam stawić. Muszę jeszcze dysponować funduszami na opłatę biletów lotniczych w obie strony, dla mnie i mojego opiekuna oraz na jego zakwaterowanie, jak również na opłatę miejscowego tłumacza.

Kochani, dopiero wyniki badań, które zostaną przeprowadzone podczas pierwszej zagranicznej hospitalizacji, będą podstawą do ułożenia dalszego planu ratowania mojego zdrowia i życia.
Stąd też, na dzień dzisiejszy, całkowitego kosztu mojego wieloetapowego leczenia nie znamy.

Szukanie zdrowia poza granicami kraju jest kosztowne i niestety, poza moim zasięgiem finansowym.

Dlatego nadal proszę o pomoc, wsparcie wszystkich Ludzi Serca, w celu mojego wyjazdu na bieżące leczenie i te dalsze, które zostanie zaplanowane podczas tej wizyty w Niemieckiej Klinice. Mój apel jest nadal aktualny!

Dziękuję jeszcze raz rodzicom Michałka i wszystkim darczyńcom, dla których mój los nie jest obojętny.
Dziękuję Wam wszystkim, którzy pomogliście mi do tej pory, za dobroć, która mieszka w Waszych sercach.

W Was jest moja siła, wiara, nadzieja na leprze jutro …

sobota, 18 lutego 2012

List otwarty

Gdy zaufałem Polskim lekarzom, ortopedom, potem onkologom.
Kiedy uwierzyłem w ich doświadczenie i profesjonalizm. 
Gdy pogodziłem się z postawioną mi diagnozą, 
gdy pogodziłem się z tym, iż zostało mi parę dni życia. 
Kiedy pożegnałem się ze światem. 
Gdy czas leciał, a ja o dziwo nie umierałem, 
gdy nie wiedząc czemu moja choroba podczas podawania chemii rozwijała się w najlepsze. 
Gdy szukałem odpowiedzi, gdy nikt w Polsce nie chciał mi pomóc, 
zobaczyłem światełko w tunelu.

Mogę pisać wiele o różnych rzeczach, 
ale napiszę tylko to prawdziwe stwierdzenie. 

Przyjaciół poznaje się w biedzie. 
Light of Hope, to moi przyjaciele. 
Zawdzięczam im wiele…

poniedziałek, 13 lutego 2012

Podziękowania

Drodzy przyjaciele,

Dziękuję Wam wszystkim, za maile i wszystkie rady jakie otrzymałem. Każdą z tych rad uważnie przeczytałem i wziąłem sobie do serca. Również bardzo gorąco chciałem Wam podziękować za wszystkie formy wsparcia finansowego jakie mi okazujecie.

Ostatnio zaczęło do mnie spływać coraz więcej sms-sów jak i darowizn poprzez Pay-Pal i Fundację AVALON, które zbliżają mnie małymi krokami do zdiagnozowania mojego cierpienia, choroby.
Kochani, w dniu dzisiejszym otrzymałem z mojej Fundacji AVALON stan mojego konta. Dlatego też zrobiłem podsumowanie wszystkich form wsparcia. Zliczyłem kwotę z wpływających SMS-ów, wpłat na PayPal oraz darowiznę na konto Fundacji AVALON. Po wyliczeniach pragnę poinformować, iż obecny stan konta wyrażony jako „termometr”, który wskazuje ile jest procent z potrzebnej na diagnozę kwoty wyrażonej w euro na dzień dzisiejszy wskazuje 3%. Serdecznie wszystkim dziękuję za każdą okazaną formę pomocy, wsparcie duchowe, wszystkie ciepłe słowa i modlitwę, bo to dodaje mi wiele sił.
Wielkie podziękowania dla Iwonki, która od samego początku gdy mnie poznała walczy o ratowanie mojego zdrowia i życia. Szczególne podziękowanie dla Emi, która w niewiarygodnie krótkim czasie odtworzyła mój blog gdy powstał problem techniczny z jego poprzednikiem. Dziękuję też Basi za cenne wskazówki oraz wszystkim Bloggerom za rozsyłanie mojego apelu o pomoc i wsparcie, a także Natalii, Izie i wszystkim ich przyjaciołom rozsyłającym mój apel w Trójmieście. Podziękowania dla Basi (koleżanki mojej żony) za podarowany wózek inwalidzki. Dziękuję mojej rodzinie szczególnie kochanej żonie, naszym rodzicom, Konradowi ponadto przyjaciołom i wszystkim ludziom, którzy interesują się moim losem.

Jest tyle osób, którym chciałbym podziękować... o każdym codziennie myślę i modlę się za wszystkich.

"Powierz Panu swą drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał."
Psalm 37/5

sobota, 11 lutego 2012

Polsat - główne Wydarzenia 18:50 piątek

Poniżej podaję linka gdzie można obejrzeć reportaż o mnie wyemitowany w TV w wczorajszych, wieczornych wiadomościach Polsatu.

Wydarzenia 2012-02-10 - Koszmar po złej diagnozie
http://www.ipla.tv/2012-02-10-koszmar-po-zlej-diagnozie/vod-5484635#page_container

piątek, 10 lutego 2012

Dzień pełen Wydarzeń

Zacznijmy od najważniejszego.

W dniu dzisiejszym telewizja POLSAT, w głównym wydaniu programu informacyjnego WYDARZENIA, wyemitowała reportaż i rozmowę ze mną. Felieton był na temat historii mojej choroby, błędów diagnostycznych i leczniczych, jak i mojej przyszłości, z szansą na leczenie za granicą.

Tak jak kropla drąży skałę tak i prawda o mnie, przestanie być w końcu tabu i ukaże się światu.

Nie mi jest komentować dzisiejszy reportaż, ale mam nadzieje, że lada dzień będę mógł odesłać do źródła z filmem, a może i będę mógł go zamieścić na blogu, i każdy sam będzie mógł go zobaczyć i przypisać mu swoją recenzję.


Następne ważne wydarzenie dzisiejszego dnia, to jak niektórzy już zauważyli, mój blog przeniósł się pod nowy adres. Poprzez kłopoty techniczne dokonałem zmiany domeny. Starałem się, aby "nowy blog" był jak najbliższy temu co już znacie Szanowni Czytelnicy i do czego się zdążyliście przyzwyczaić. Nie utraciliśmy żadnych danych. Wszystko jest po staremu, tylko pod nową domeną.

Tymczasowo, aby poinformować o zaistniałej sytuacji i aby nie utracić stałych Czytelników mojego bloga, będzie działał również dotychczasowy adres.

WSZELKIE AKTUALIZACJE I "ŻYCIE" MOJEGO BLOGA, OD DZIŚ BĘDZIE ODBYWAĆ SIĘ TYLKO TUTAJ, POD NOWYM ADRESEM.

Przepraszam za zamieszanie i zapraszam (jak najczęściej) na mojego bloga, pod nowym adresem.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Drugi plan ...

Ktoś by pomyślał, że my nic nie działamy, nie szukamy pomocy, nic o sobie na blogu nie piszemy. Daniela blog zastygł.
Fakt, ostatnio mało co pisaliśmy o sobie, więcej było o możliwościach finansowego wsparcia Daniela leczenia. Było to podyktowane tym, iż tak naprawdę teraz potrzebujemy wsparcia finansowego, by Daniela w końcu poprawnie zdiagnozować i zacząć właściwie leczyć.

Ponadto, osoby wspierające nas, pomogły w uruchomieniu linii sms, zarejestrowaniu PayPal. Kolejne Anioły zaangażowały się w rozpowszechnianiu istniejących juz form pomocy. Wszystko to, po to by Daniel jak najszybciej wyjechał do niemieckiej kliniki w celu zdiagnozowania niszczącej go od kilku lat jakiejś choroby kości.
W ostatnich dniach powstała akcja o nazwie Help & Roll, której celem przewodnim jest organizacja charytatywnego koncertu, GRAMY DLA DANIELA (jeszcze nie "gramy", ale wszystko jest w trakcie załatwiania).

Jak największej rzeszy ludziom chcemy pokazać naszą - Daniela - tragedię i liczymy na to, że KTOŚ W KOŃCU USŁYSZY NASZE WOŁANIE O POMOC. Dlatego też, dzień w dzień, od dwóch tygodni intensywnie wysyłamy z Danielem apele, prośby, błagania o pomoc do różnych firm, stowarzyszeń potencjalnych darczyńców, którzy mogliby pokryć choć w części koszty jego pobytu w niemieckiej klinice.
Nastają czasem takie dni, że inne „rzeczy” schodzą na drugi plan. Z mniejszym czy większym bólem serca trzeba z nich zrezygnować czy przesunąć dalej. I teraz ten czas nastał. Po prostu, z braku dodatkowych godzin. Nasza doba jest teraz za krótka, bo liczy tylko 24h, a powinna trwać co najmniej 30h i dlatego nasze pisanie na blogu na ten czas „zastygło”.

A co gorsze, nasz kochany synek też musiał być "odstawiony" na drugi plan. Już brakło nam czasu na rytualne wieczorne bajko-czytanie, na wspólne zabawy, i to dopiero było okropne dla Dawidka i dla Nas !!! Nasze rodzinne życie teraz "zastygło", w pewnym stopniu zatrzymało się. Wiemy, że teraz jest ten moment gdy mamy szansę (plan diagnozowania Daniela) na rozszyfrowanie naszej życiowej zagadki co niszczy, jakie choróbsko niszczy mojego męża, kochającego tatusia, świetnego faceta.
Największym naszym szczęściem, radością i wulkanem pozytywnej energii w te dla nas ciężkie dni, jest nasz KOCHANY, bardzo wyrozumiały i jak na swój wiek naprawdę bardzo mądry synek. On rozumie, że teraz jest w domku tzw. „GORĄCY OKRES” gdy walczymy o zdrowie i życie tatusia. Nie możemy przepuścić tej szansy jaką los nam podarował. Los, który na drogę naszej tragedii skierował tych wszystkich ludzi, Aniołów bezinteresownie pomagającym nam, wyciągającym do nas ręce.

Bardzo ciężko jest jednej rodzinie pogodzić tyle rzeczy na raz. My już padamy na "twarze". Jak wracam do domu, po 8 godzinnej pracy z małym przedszkolakiem do ciężko chorego męża/tatusia, często już nie mam siły. Wiem, że znów musze usiąść do komputera, szukać, wysyłać, pisać, szukać, szukać kolejnych szans. Nie wiem co by było gdyby nie Wasza pomoc, wasze wsparcie, nakierunkowanie jak działać dalej.

WSZYSTKIM LUDZIOM POMAGAJĄCYM, WSPIERAJĄCYM NASZE DZIAŁANIA SERDECZNIE I Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJEMY!!!

Tak czasem jest w życiu, że "drugi plan" pochłania nasze dotychczasowe priorytety ...

Autor: Anna 2012-02-06

niedziela, 5 lutego 2012

Ponad 100 uderzeń na minutę

Dzisiejszy dzień był okropny. Daniel od rana przez cały dzień ma, strasznie wysokie tętno. Mojego męża serducho cały czas wali jak oszalałe. Tętno jego przekracza ponad 100 uderzeń na minutę!!! Gdzie ja w tym czasie mam 60 uderzeń/min. Przez to mój mąż czuje się bardzo osłabiony, jakby powietrze z niego schodziło, nie ma po prostu sił.
Straszne to... tak patrzeć na ukochaną osobę jak cierpi, opada z sił i nie móc nic zrobić by jej pomóc.
Niestety, leki które wcześniej lekarz mu przepisał nie zdały egzaminu. Na działanie nowych specyfików na obniżenie tętna trzeba trochę poczekać. Więc czekamy…
A nasza walka z czasem cały czas trwa …


Autor: Anna 2012-02-05

czwartek, 2 lutego 2012

Kosztorys w PL

Mam już w ręku przetłumaczony na język polski dokument (KOSZTORYS), który otrzymałem parę dni temu z niemieckiej Kliniki.

Od dziś mogę pokazać go całej Polsce.
Dokument przetłumaczony przez przysięgłego tłumacza jest dla mnie tym bardziej ważny, ponieważ nie wszyscy ludzie znają niemiecki i wcześniej załączony kosztorys DE mógł być niezrozumiały. Wątpliwości mogła budzić kwestia, dlaczego dzisiaj potrzebuję 7000 Euro na diagnozę, a jutro może będę potrzebować jeszcze więcej na leczenie. Teraz - mam nadzieję - jasno wynika z przetłumaczonego dokumentu, że ta kwota jest mi potrzebna na start, a meta może być, daleko, dużo droższa.
Mam dokument, którym mogę się podpierać i posługiwać przy apelach. Mam nadzieję, że to przyniesie większy efekt niż do tej pory.
Dowodem na to, że na Świecie są Ludzie o Wielkich Sercach, dziś dla mnie jest to, że przysięgły tlumacz - Pan Sebastian Ł. - za wykonaną swoją pracę nie chciał żadnego wynagrodzenia.
Panie Sebastianie, DZIĘKUJEMY Panu z CAŁEGO SERCA
za okazaną mi pomoc i poświęcony czas,
Daniel Lewiński z Rodziną.

wtorek, 31 stycznia 2012

Mój czas ucieka!

W życiu tak to jest, kiedy już na prostej, to pod górkę jest.

Mam szpital, który chce mnie leczyć i wie jak,
a ja nie mam za co się u nich hospitalizować.
Rozsyłam apele, wiadomości zwrotnej brak, lub słyszę „przykro nam”.
Przykro to dopiero jest mi.
Jedyną pomoc finansową, jaką widzę to spływające sms-y.
Jestem za nie bardzo wdzięczny, to namacalny dowód na to, że jesteście ze mną,
że nie jestem Wam obojętny, ale… ale to przysłowiowa kropla w morzu.
Minie wiele lat zanim to morze wyrzuci mnie przed drzwi upragnionego szpitala.
Wydaje mi się, że robię wszystko co jest możliwe, ale okazuje się,
że wszystko to za mało.

SŁYSZYCIE MNIE !!! PROSZĘ POWIEDZCIE MI, CO MAM ROBIĆ BY STAĆ SIĘ ZDROWYM !!!

Pomóżcie mi uwierzyć w to, że marzenia się jednak spełniają.
Może macie jakiś pomysł, odezwijcie się… czekam w kałuży łez.

piątek, 27 stycznia 2012

Zmiany w głównym Menu strony

Wykonałam lekkie zmiany w Menu strony.
Utworzyłam nową zakładkę „Jak wesprzeć„ i pod nią podpięłam zakładki: 1% podatku, Darowizna, SMS wsparcie i PayPal-przelewy.
W wyniku przenoszenia tych zakładek z Menu głównego do sepertora „Jak wesprzeć” liczniki poleceń na facebooka wyzerowały się, a tym samym w/w linki, polecone wcześniej na tym portalu społecznościowym nie działają.
Przepraszam za utrudnienia, ale my z mężem jeszcze nie poznaliśmy do końca tajników administracyjnych systemu CMS Joomla i stąd ta zawierucha na blogu ;o)))



DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM, którzy udostępniają nasz blog na portalach społecznościowych.
Dzięki Wam naszą stronę odwiedza coraz więcej osób, a co za tym idzie, są większe szanse na zdobycie środków na Daniela leczenie.

Linia SMS jest już uruchomiona!


Od wczoraj działa sms-owe wsparcie leczenia mojego męża.
Wiele sms-ów potrzebne jest, aby uzbierać kwotę na dokładne zdiagnozowanie jego choroby.
BARDZO PROSZĘ O SMS-y
Tak niewiele, może zdziałać tak Wiele. Każdy sms daje pomoc, szansę i nadzieję na wyleczenie Daniela.

Wysyłając SMS na numer7255 o treści serce.daniel wspieracie jego leczenie.

Z całego serca wszystkim ofiarodawcom dziękuję.

Koszt sms to 2,00zł netto / 2,46zł brutto.

wtorek, 24 stycznia 2012

Błagam o pomoc

Nadszedł ten oczekiwany moment. Dostałem zaproszenie z niemieckiej kliniki.

Otrzymałem kosztorys, który ma stać się moim przeznaczeniem, moim oddechem i rozwiązaniem zapytania mojego życia. Przeraziłem się liczb, gdyż Suma jest olbrzymia, bo aż 7.000 Euro za pierwszy tydzień pobytu w niemieckiej klinice wraz z badaniami potrzebnymi do ustalenia mojej diagnozy. Koszty mogą wzrosnąć w razie konieczności przedłużenia mojego pobytu w szpitalu jak i również dodatkowych badań, które wyniknąć mogą w ramach potrzeby ustalenia mojej diagnozy. Do tego znów pogoń za zdobyciem pieniędzy na przelot samolotem i dojazd do kliniki.

Kochani przeraża mnie to, ale nie mogę się poddać i czekać, aż przyjdzie koniec.

Błagam Was o pomoc. Pomóżcie proszę.

Grosik do grosika, słówko do słówka...nie zostawiajcie mnie samego, błagam Was pomóżcie.

Za każdą okazaną pomoc całym sercem dziękuję.


po kliknięciu na zdjęcie otworzy się kosztorys w formacie .pdf




sobota, 21 stycznia 2012

Wizyta w niemieckiej klinice

Już odpocząłem po wczorajszym maratonie. Po całym dniu w drodze oraz wielkich emocjach, które towarzyszyły mi przez cały wczorajszy dzień, byłem strasznie przemęczony. Tak, że dzisiaj spałem do późnego popołudnia. Dlatego dopiero teraz opowiem wam o moim Wielkim dniu.

Wczoraj z rana po wylądowaniu na niemieckim lotnisku, na mnie i moją mamę czekała Iwonka wraz z Helgą (z Grupy Izy Sokołowskiej – Light Of Hope).


Dwie cudowne kobietki, które zapewniły nam dalszy transport i świetnie zaopiekowały się nami. Helga jest super kierowcą, która bezpiecznie dowiozła nas do celu. Iwonka podjęła się tłumaczenia rozmowy z profesorem i lekarzami. Dzięki jej świetnej znajomości języka niemieckiego, tłumacz ze szpitala nie był już potrzebny. Pozwoliło to nam zaoszczędzić trochę pieniędzy.


Dziewczyny!!! Z całego serca Wam dziękuję za poświęcony mi czas, za cały ten dzień. Za to, że byłyście i pomagałyście mi.



Iwonko, mi tego dnia kawa też zupełnie inaczej - lepiej - smakowała. To chyba przez ogólną atmosferę, która tego dnia panowała, a przede wszystkim przez to, że piłem ją razem z Cudownymi osobami. Cieszę się, że mogliśmy się wczoraj spotkać na żywo.

A teraz do sedna.

Do kliniki dotarliśmy przed czasem. Rozmowa z profesorem i lekarzami była bardzo owocna.



Profesor, wraz z lekarzami, przejrzał moją dokumentację medyczną, a w tym wszystkie RTG, MR, CT i inne dokumenty z leczenia, które ze sobą przywiozłem. Mimo, że niemiecki profesor zna się z polskim profesorem, który mnie operował i koordynował moje „leczenie”, powiedział, że ma przypuszczenia co do choroby, która niszczy moje kości. Profesor z Niemiec zapewnił mnie, iż chce mi pomóc i mimo, że zna się z polskim profesorem, nie zaważy to na postawieniu diagnozy i moim przyszłym leczeniu. Ponieważ w moich medycznych dokumentach jest wiele pomyłek, profesor nie ufa im i dlatego jest zmuszony do wykonania wielu badań, które będą wykonane w Niemczech. Jest to konieczne by postawić prawidłową diagnozę. Chce mnie położyć u siebie w szpitalu i przeprowadzić różne badania diagnostyczne.
Z uwagi na to, że mój szkielet jest w bardzo złym stanie i cały czas pogarsza się, zaproponowano mi bym stawił się do ich szpitala już na początku tego tygodnia. Niestety, z uwagi na brak funduszy, musiałem odmówić. Poprosiłem by przesłano mi dokładny kosztorys diagnostyki, gdyż jestem zmuszony zwrócić się do Ludzi Dobrej Woli o pomoc i wsparcie finansowe na tą hospitalizację. W ciągu tygodnia mam otrzymać dokładną wycenę.

Kochani, myślę że już w następnym tygodniu będę ponownie potrzebować Waszej intensywnej pomocy w zbiórce funduszy. Ale o tym szczegółowo napiszę, jak będę miał w ręku kosztorys.
Trzymajcie razem z nami kciuki oby był jak najniższy i możliwy dla nas do uzbierania.
Bez Was nie dałbym rady dojść do tego etapu drogi - drogi po zdrowie. Jesteście CUDOWNI !!!


Vielen Dank :))) Dziękuję